Pytania od czytelników

Przypadkowe odkrycia naukowe: jak błąd w laboratorium dał nam penicylinę, teflon i mikrofalówkę

Naukowiec prowadzący eksperyment w laboratorium o czerwonym świetle
Źródło: Pexels | Autor: Artem Podrez
Rate this post

Spis Treści:

Czy penicylina, teflon i mikrofalówka naprawdę powstały przez przypadek?

Przypadek jako początek, nie jako pełne wyjaśnienie

Historie penicyliny, teflonu i kuchenki mikrofalowej są często opowiadane jako dowód, że wielkie wynalazki rodzą się z roztargnienia, bałaganu albo szczęśliwego zbiegu okoliczności. W każdej z tych opowieści rzeczywiście wydarzyło się coś nieoczekiwanego: spleśniała hodowla bakterii, gaz „znikający” z metalowego cylindra oraz przekąska ogrzana w pobliżu urządzenia radarowego. Był to jednak dopiero początek procesu odkrycia, a nie jego pełne wyjaśnienie.

Przypadkowe odkrycia naukowe zwykle powstają wtedy, gdy badacz zauważa rezultat niezgodny z planem, ale nie traktuje go automatycznie jako odpadu lub awarii aparatury. Zamiast tego zadaje konkretne pytania: co dokładnie się zmieniło, czy efekt można powtórzyć, jakie warunki go wywołały i czy istnieje rozsądne wyjaśnienie mechanizmu? Dopiero połączenie niespodzianki z obserwacją, kontrolowanym eksperymentem i analizą prowadzi do wiedzy, która może zostać wykorzystana poza laboratorium.

Takie zjawisko określa się mianem serendypii w nauce. Nie oznacza ono zwykłego szczęścia. Serendypia polega na odnalezieniu wartościowej odpowiedzi podczas poszukiwania czegoś innego albo na rozpoznaniu znaczenia nietypowego wyniku. Przypadek dostarcza okazji, lecz człowiek musi rozpoznać, że ma przed sobą zagadkę, a później wykonać żmudną pracę potrzebną do jej rozwiązania.

Od błędu laboratoryjnego do użytecznego wynalazku

W języku potocznym słowo „błąd” może oznaczać wiele różnych sytuacji. Czasem chodzi o skażenie próbki, czasem o nieprzewidzianą reakcję chemiczną, niewłaściwe warunki przechowywania lub efekt uboczny pracy urządzenia. Nie każdy błąd jest jednak źródłem odkrycia. Zdecydowana większość prowadzi po prostu do danych, których nie da się wiarygodnie interpretować.

Różnicę między bezwartościową pomyłką a obiecującą anomalią najlepiej pokazuje prosty schemat. Jeśli wynik jest nietypowy, badacz powinien ustalić, czy nie wynika z uszkodzonego sprzętu, błędnego oznaczenia próbek albo przypadkowego naruszenia procedury. Jeżeli efekt pozostaje widoczny po powtórzeniu doświadczenia, można zacząć budować hipotezę. Następnie potrzebne są próby kontrolne, pomiary oraz niezależna weryfikacja.

SytuacjaCo się dzieje?Co odróżnia ją od odkrycia?
Zwykła awariaSprzęt działa nieprawidłowo lub próbka została zniszczona.Nie daje powtarzalnego, możliwego do wyjaśnienia efektu.
Przypadkowa obserwacjaPojawia się zaskakujący rezultat poza pierwotnym planem.Wymaga sprawdzenia, czy nie jest jednorazowym zdarzeniem.
Eksperyment kontrolowanyBadacz zmienia wybrane warunki i porównuje wyniki.Pozwala ustalić przyczynę oraz zakres działania zjawiska.
Wdrożony wynalazekEfekt zostaje przełożony na produkt, metodę lub terapię.Wymaga technologii, bezpieczeństwa, produkcji i testów.

Penicylina, teflon i mikrofalówka nie są więc historiami o tym, że nauka obywa się bez planu. Przeciwnie: pokazują, że plan badawczy jest potrzebny również po to, aby dostrzec odstępstwo od oczekiwanego wyniku. Osoba, która nie wie, jak powinien zachować się badany układ, ma znacznie mniejszą szansę rozpoznać, że dzieje się w nim coś ważnego.

Dlaczego laboratorium nie powinno ignorować anomalii?

W praktyce laboratoryjnej nie da się zachować każdej nieudanej próbki ani badać wszystkich odchyleń. Byłoby to nieefektywne, kosztowne i często niebezpieczne. Dobrze prowadzona praca wymaga jednak dokumentowania niecodziennych wyników, zwłaszcza gdy występują więcej niż raz, zależą od określonych warunków albo mają wyraźny wzór.

Przykładowo, jeśli hodowla bakterii zachowuje się inaczej tylko w obecności konkretnego mikroorganizmu, jest to bardziej interesujące niż pojedyncza szalka z przypadkowym nalotem. Jeśli w reaktorze powstaje nieznany osad, ale pojawia się on stale przy określonym ciśnieniu i temperaturze, może wskazywać na reakcję, której wcześniej nie uwzględniono. Jeśli produkt żywnościowy ogrzewa się przy działającym źródle promieniowania elektromagnetycznego, sensowne staje się przeprowadzenie kolejnych testów z różnymi materiałami i odległościami.

Najważniejsze pytanie brzmi nie „czy wydarzyło się coś dziwnego?”, lecz „czy da się pokazać, że dziwny efekt ma określoną przyczynę i może zostać powtórzony?”. To właśnie w tym miejscu przypadek przechodzi w naukę.

Penicylina: spleśniała szalka i obserwacja Alexandra Fleminga

Co Fleming zobaczył w 1928 roku?

Historia odkrycia penicyliny zaczyna się w londyńskim laboratorium bakteriologa Alexandra Fleminga. W 1928 roku badał on bakterie, w tym gronkowce, hodowane na szalkach Petriego. Jedna z kultur została zanieczyszczona pleśnią należącą do rodzaju Penicillium. Taki przypadek sam w sobie nie był niczym niezwykłym. Hodowle mikrobiologiczne mogą ulec skażeniu, jeśli do naczynia dostaną się zarodniki z otoczenia. [1]

Dwóch naukowców analizuje reakcje chemiczne w probówkach w laboratorium
Źródło: Pexels | Autor: Vitaly Gariev

Fleming zauważył jednak coś znacznie ciekawszego niż samą obecność pleśni. Wokół kolonii grzyba znajdowała się wyraźna strefa, w której bakterie nie rosły. Nie była to więc po prostu uszkodzona hodowla. Pleśń wydawała się uwalniać substancję hamującą wzrost bakterii. To właśnie uważna interpretacja tego obrazu uczyniła spleśniałą szalkę ważną dla historii medycyny.

Badacz zaczął sprawdzać, czy ciecz hodowlana zawierająca pleśń wpływa na różne bakterie. Stwierdził, że efekt nie jest jednakowy dla wszystkich drobnoustrojów, ale wobec niektórych może być silny. Nazwał aktywną substancję penicyliną, od nazwy rodzaju pleśni. Już ten etap pokazuje, że penicylina historia odkrycia nie sprowadza się do momentu zauważenia nalotu na szalce. Fleming wykonał dalsze obserwacje i opisał znaczenie zjawiska.

Dlaczego pleśń nie była gotowym antybiotykiem?

Między substancją widoczną w laboratorium a lekiem, który może bezpiecznie otrzymać pacjent, istnieje ogromna różnica. Penicylina była trudna do wyizolowania, oczyszczenia i utrzymania w stabilnej postaci. Jej aktywność biologiczna mogła zostać utracona podczas niewłaściwego przetwarzania, a ilości uzyskiwane w pierwszych doświadczeniach były zbyt małe, aby prowadzić szeroko zakrojone zastosowania kliniczne.

Trzeba też odróżnić działanie wobec bakterii rosnących na pożywce od skutecznego leczenia człowieka. Lek musi trafić do miejsca zakażenia w odpowiednim stężeniu, zachować aktywność w organizmie, nie wywoływać niedopuszczalnej toksyczności i być możliwy do podania w przewidywalnej dawce. Konieczne są również badania dotyczące sposobu wytwarzania, czystości preparatu oraz skutków ubocznych.

W tym sensie pleśń nie „dała nam” od razu penicyliny w znaczeniu terapeutycznym. Dała wskazówkę, że pewien mikroorganizm produkuje substancję o działaniu przeciwbakteryjnym. Dopiero rozwój mikrobiologii, chemii, farmakologii i technologii fermentacji pozwolił przełożyć tę wskazówkę na realne leczenie zakażeń.

Florey, Chain i droga do terapii

Kluczową rolę w przekształceniu obserwacji Fleminga w użyteczny lek odegrali Howard Florey, Ernst Boris Chain oraz współpracownicy z Uniwersytetu Oksfordzkiego. W latach czterdziestych XX wieku prowadzili badania nad izolacją, oczyszczaniem i działaniem penicyliny. To ich praca umożliwiła wykazanie, że substancja może skutecznie leczyć infekcje bakteryjne w organizmach żywych, a nie jedynie hamować wzrost bakterii na szalce.

Ważne było także rozwinięcie przemysłowych metod produkcji. W czasie II wojny światowej zapotrzebowanie na skuteczne leczenie zakażeń gwałtownie wzrosło. Do procesu włączyły się zespoły naukowe, instytucje publiczne i przedsiębiorstwa zdolne rozwijać fermentację na znacznie większą skalę. Poszukiwano wydajniejszych szczepów pleśni, poprawiano warunki wzrostu i technologie oczyszczania produktu.

W 1945 roku Fleming, Florey i Chain otrzymali Nagrodę Nobla w dziedzinie fizjologii lub medycyny za odkrycie penicyliny i jej leczniczego działania w różnych chorobach zakaźnych. Wspólne wyróżnienie dobrze pokazuje, że wielki przełom medyczny rzadko jest dziełem jednego momentu i jednej osoby. Fleming dostrzegł niezwykły efekt, ale bez późniejszej pracy innych badaczy nie byłoby leku dostępnego dla pacjentów.

Jak działa penicylina i dlaczego nie leczy każdej infekcji?

Penicyliny należą do antybiotyków beta-laktamowych. Ich działanie polega na zaburzaniu budowy ściany komórkowej określonych bakterii. W skrócie: bakteria podczas wzrostu musi tworzyć i przebudowywać swoją osłonę ochronną, a penicylina blokuje jeden z kluczowych etapów tego procesu. Komórka bakteryjna staje się wtedy podatna na uszkodzenie.

Nie oznacza to, że penicylina działa na wszystkie bakterie ani że powinna być stosowana przy każdej chorobie zakaźnej. Antybiotyki nie leczą infekcji wirusowych, takich jak większość przeziębień czy grypa. Ponadto część bakterii może być naturalnie niewrażliwa na dany lek albo nabyć mechanizmy oporności. Nadużywanie antybiotyków sprzyja selekcji szczepów odpornych, dlatego ich stosowanie powinno opierać się na ocenie medycznej, a nie na przekonaniu, że każdy antybiotyk jest uniwersalnym środkiem na infekcję.

Dwóch naukowców w odzieży ochronnej prowadzi eksperymenty z probówkami
Źródło: Pexels | Autor: Pavel Danilyuk

Przypadkowe odkrycie penicyliny nie jest zatem opowieścią o cudownej pleśni, która samodzielnie rozwiązała problem zakażeń. To historia o tym, jak drobna obserwacja uruchomiła wieloletni proces badań, testów i produkcji, który zmienił medycynę.

Teflon: eksperyment z gazem, który „zniknął” z pojemnika

Czego szukał Roy Plunkett?

W 1938 roku Roy Plunkett pracował w laboratoriach firmy DuPont nad związkami, które mogłyby znaleźć zastosowanie między innymi jako nowe czynniki chłodnicze. Badał tetrafluoroetylen, gazowy związek chemiczny zawierający węgiel i fluor. Materiał przechowywano pod ciśnieniem w metalowych cylindrach, ponieważ w takich warunkach pozostawał w odpowiedniej postaci do dalszych doświadczeń.

Co znajdowało się w cylindrze?

Gdy Plunkett i jego współpracownik próbowali pobrać gaz z jednego z cylindrów, zawór nie zachowywał się zgodnie z oczekiwaniami. W pojemniku nadal znajdowała się masa, ale tetrafluoroetylen nie wypływał jako gaz. Po otwarciu cylindra odkryto biały, woskowaty proszek.

Nie był to zwykły osad ani dowód na uszkodzenie naczynia. Tetrafluoroetylen uległ polimeryzacji: wiele małych cząsteczek połączyło się w długie łańcuchy tworzące nowy materiał. Powstał politetrafluoroetylen, znany później powszechnie pod nazwą handlową Teflon.

Dla chemika taka sytuacja mogła początkowo wyglądać jak nieudany eksperyment. Gaz przeznaczony do badań nad chłodnictwem przestał być dostępny w zakładanej postaci. Plunkett nie ograniczył się jednak do stwierdzenia straty próbki. Zespół zbadał substancję, sprawdził jej zachowanie i ustalił, że ma ona wyjątkowo nietypowe właściwości.

Dlaczego nowy polimer zwrócił uwagę badaczy?

Politetrafluoroetylen wyróżnia się dużą odpornością chemiczną, niskim współczynnikiem tarcia oraz dobrą stabilnością w podwyższonych temperaturach. Wynika to z budowy jego łańcuchów: atomy węgla są w nich silnie związane z atomami fluoru. Takie wiązania utrudniają reagowanie materiału z wieloma substancjami chemicznymi. [2]

W praktyce oznaczało to, że PTFE mógł sprawdzać się tam, gdzie inne tworzywa łatwo ulegały korozji, przywierały do powierzchni albo traciły właściwości pod wpływem agresywnych reagentów. Z czasem materiał znalazł zastosowanie między innymi w uszczelnieniach, przewodach, elementach aparatury chemicznej, izolacji elektrycznej oraz powłokach o ograniczonej przyczepności.

Najbardziej rozpoznawalne stały się naczynia z powłoką nieprzywierającą. Warto jednak pamiętać, że patelnia jest tylko jednym z późniejszych zastosowań polimeru. Dla technologii równie ważna była możliwość użycia PTFE w urządzeniach przemysłowych i laboratoryjnych, gdzie kontakt z silnymi chemikaliami lub wysoka temperatura stanowiły codzienny problem.

Od białego proszku do materiału używanego w technice

Sam fakt otrzymania nowego polimeru nie wystarczał, aby od razu produkować z niego użyteczne przedmioty. Należało ustalić warunki, w których materiał powstaje, zbadać jego czystość, właściwości mechaniczne i zachowanie podczas obróbki. To szczególnie ważne w przypadku PTFE, ponieważ nie przetwarza się go dokładnie tak samo jak wielu popularnych tworzyw sztucznych.

Materiał trzeba było też dopasować do konkretnych zastosowań. Innych parametrów wymaga uszczelka pracująca w instalacji chemicznej, innych izolacja przewodu, a jeszcze innych cienka powłoka na powierzchni naczynia. W każdym z tych przypadków liczą się nie tylko cechy samego polimeru, lecz także sposób jego połączenia z innym materiałem, odporność na zużycie oraz warunki eksploatacji.

Ta historia jest dobrym przykładem sytuacji, w której pierwotny cel badań został porzucony, ale nieoczekiwany rezultat okazał się cenniejszy niż zakładany produkt. Plunkett nie odkrył „gotowego teflonu do patelni”. Zauważył i rozpoznał nowy polimer, którego znaczenie technologiczne ujawniło się dopiero dzięki kolejnym badaniom i rozwojowi metod produkcji.

Praktyczna lekcja z historii teflonu

W laboratorium chemicznym nieoczekiwany osad, zmiana ciśnienia lub zanik reagenta nie powinny być automatycznie uznawane za ciekawostkę. Najpierw trzeba wykluczyć prozaiczne przyczyny: nieszczelność, błąd oznaczenia, zanieczyszczenie, niewłaściwe warunki przechowywania albo wadę aparatury. Jeżeli jednak masa układu się zgadza, a nieznany produkt można powtarzalnie uzyskać, pojawia się uzasadnienie do dokładniejszej analizy.

W przypadku nowego materiału przydatne są między innymi pytania o jego skład, strukturę, temperaturę topnienia lub rozkładu, odporność chemiczną, tarcie i wytrzymałość. Dopiero zestaw takich danych pozwala zdecydować, czy badany efekt jest jedynie uboczną reakcją, czy początkiem technologii o realnym zastosowaniu.

Mikrofalówka: roztopiona przekąska przy urządzeniu radarowym

Co zauważył Percy Spencer?

Historia kuchenki mikrofalowej wiąże się z pracą Percy’ego Spencera, inżyniera zajmującego się urządzeniami radarowymi. W połowie lat czterdziestych XX wieku Spencer pracował przy magnetronach, czyli elementach wytwarzających promieniowanie mikrofalowe wykorzystywane w radarach.

Według najczęściej przywoływanej relacji przekąska noszona w kieszeni Spencera roztopiła się, gdy znajdował się on w pobliżu pracującego urządzenia. Nie była to jeszcze demonstracja nowego sprzętu kuchennego ani dowód, że każdą żywność można bezpiecznie ogrzewać mikrofalami. Była to obserwacja sugerująca, że energia emitowana przez urządzenie może ogrzewać produkty zawierające odpowiednie składniki.

Spencer nie poprzestał na pojedynczym zdarzeniu. Kolejne próby prowadzono z inną żywnością, między innymi z ziarnami kukurydzy. Gdy efekt dało się powtórzyć, można było przejść od przypadkowej obserwacji do konstruowania urządzenia, które kierowałoby mikrofale do zamkniętej komory.

Jak mikrofale ogrzewają żywność?

Kuchenka mikrofalowa wykorzystuje fale elektromagnetyczne, które przekazują energię wybranym składnikom żywności. Szczególnie istotna jest obecność wody, ale ogrzewanie może dotyczyć także innych cząsteczek polarnych oraz jonów. Pod wpływem zmiennego pola elektromagnetycznego cząsteczki i ładunki próbują zmieniać swoje ułożenie, a część dostarczonej energii zostaje zamieniona w ciepło.

Dwóch naukowców podczas eksperymentu z odczynnikami chemicznymi w laboratorium
Źródło: Pexels | Autor: Mikhail Nilov

Nie oznacza to, że mikrofale ogrzewają wszystko jednakowo ani że ciepło od razu rozchodzi się równomiernie po całym daniu. Różne składniki mają inną zawartość wody, inną strukturę i inną zdolność pochłaniania energii. Dlatego środek potrawy może pozostać chłodny, gdy powierzchnia jest już gorąca, a gęsty sos może ogrzewać się inaczej niż kawałki warzyw lub mięsa.

Właśnie z tego powodu po podgrzaniu często warto wymieszać potrawę albo pozostawić ją na krótką chwilę w komorze. Ciepło może wtedy rozprowadzić się dalej zwykłym przewodzeniem. Ma to znaczenie zwłaszcza przy daniach dla dzieci, zupach, sosach i potrawach o nierównej konsystencji.

Dlaczego pierwsze urządzenia nie przypominały domowych mikrofalówek?

Wczesne urządzenia do ogrzewania mikrofalowego były duże, ciężkie i przeznaczone przede wszystkim do zastosowań profesjonalnych. Wymagały odpowiedniej instalacji oraz miejsca, dlatego nie były od razu sprzętem codziennego użytku. Dopiero miniaturyzacja podzespołów, poprawa konstrukcji i rozwój produkcji pozwoliły stworzyć urządzenia bardziej dostępne dla gospodarstw domowych.

Także tutaj ważna była praca inżynieryjna po pierwotnym odkryciu. Trzeba było zaprojektować obudowę ograniczającą emisję fal na zewnątrz, system sterowania mocą i czasem oraz komorę umożliwiającą względnie równomierne podgrzewanie. Zastosowanie obrotowego talerza, mieszaczy fal i odpowiedniej geometrii wnętrza nie jest dodatkiem estetycznym, lecz odpowiedzią na problem nierównego rozkładu energii.

Codzienna decyzja: czego nie wkładać do mikrofalówki?

Historia mikrofalówki prowadzi do bardzo praktycznego wniosku: urządzenie działa skutecznie tylko wtedy, gdy używa się go zgodnie z przeznaczeniem. Naczynia powinny być oznaczone jako odpowiednie do kuchenek mikrofalowych. Niektóre tworzywa mogą deformować się pod wpływem temperatury, a część pojemników nie jest przeznaczona do kontaktu z gorącą żywnością.

Ostrożności wymagają również metalowe elementy. Gładkie, odpowiednio zaprojektowane metalowe części mogą występować w konstrukcji samego urządzenia, ale przypadkowe sztućce, folia aluminiowa lub przedmioty z ostrymi krawędziami mogą powodować iskrzenie i uszkodzenia. Najbezpieczniej kierować się instrukcją producenta urządzenia oraz oznaczeniami naczyń.

Nie należy też szczelnie zamykać pojemników z żywnością ani podgrzewać produktów w zamkniętych skorupkach lub szczelnych osłonkach bez zapewnienia ujścia pary. Rosnące ciśnienie może doprowadzić do rozprysku gorącej zawartości. To przykład, że wiedza o mechanizmie działania urządzenia pomaga podejmować zwykłe, codzienne decyzje.

Co łączy te trzy historie, a co jest w nich zupełnie różne?

Wspólny element: ktoś potraktował odstępstwo od normy poważnie

W każdej z tych historii pojawiło się zjawisko niezgodne z pierwotnym oczekiwaniem. Fleming zobaczył zahamowanie wzrostu bakterii przy pleśni, Plunkett znalazł w cylindrze nieznany polimer zamiast oczekiwanego gazu, a Spencer zauważył ogrzewanie żywności w pobliżu urządzenia radarowego.

Wspólnym punktem nie był jednak sam przypadek, lecz reakcja badaczy. Każdy z nich miał wiedzę wystarczającą, by rozpoznać, że efekt nie jest całkowicie banalny. Następnie potrzebne były dalsze doświadczenia: porównania, pomiary, analiza właściwości i próby odtworzenia warunków, w których pojawiła się anomalia.

Różne były dziedziny, mechanizmy i droga do zastosowania

Penicylina dotyczyła biologii i medycyny. Jej rozwój wymagał nie tylko badań laboratoryjnych, lecz także testowania działania w organizmie, oceny bezpieczeństwa i opracowania produkcji farmaceutycznej. Stawką było zdrowie pacjentów, dlatego próg dowodowy musiał być wyjątkowo wysoki.

Teflon narodził się w chemii materiałów. Kluczowe stały się pytania o strukturę polimeru, jego odporność, obróbkę i zastosowania przemysłowe. Nie chodziło o leczenie choroby, ale o stworzenie materiału, który zachowa swoje właściwości w trudnych warunkach technicznych.

Mikrofalówka była z kolei przykładem przejścia od technologii radarowej do urządzenia użytkowego. Główne wyzwania dotyczyły kontroli energii, konstrukcji komory, bezpieczeństwa oraz wygody obsługi. Odkrycie nie polegało na stworzeniu nowego związku chemicznego ani leku, lecz na znalezieniu nowego zastosowania znanego zjawiska fizycznego.

Trzy scenariusze, w których „błąd” może mieć znaczenie

  • Nieoczekiwany efekt biologiczny: próbka lub organizm reaguje inaczej, niż przewiduje hipoteza.
  • Nowy produkt reakcji: reagent znika, zmienia kolor, tworzy osad albo daje materiał o nietypowych właściwościach.
  • Nieplanowane działanie urządzenia: sprzęt przeznaczony do jednego zadania wywołuje efekt możliwy do wykorzystania w zupełnie innej sytuacji.

W każdym z tych scenariuszy potrzebna jest ostrożność. Zaskakujący wynik może być wartościowy, ale może też wynikać z błędu pomiaru, zanieczyszczenia lub awarii. Dlatego dobra praktyka naukowa nie polega na zachwycie nad każdą anomalią, lecz na umiejętnym oddzielaniu sygnału od szumu.

Najczęściej zadawane pytania (FAQ)

Czy penicylina została odkryta całkowicie przez przypadek?

Przypadkowe było skażenie hodowli pleśnią, ale odkryciem stała się dopiero uważna obserwacja strefy zahamowanego wzrostu bakterii i dalsze badania.

Czym jest serendypia w nauce?

Serendypia oznacza rozpoznanie wartościowego wyniku, który pojawił się podczas poszukiwania czegoś innego. Przypadek dostarcza okazji, lecz badacz musi zauważyć jej znaczenie i ją zweryfikować.

Dlaczego spleśniała szalka nie była od razu lekiem?

Obserwacja wskazywała na substancję hamującą wzrost bakterii, ale potrzebne były jeszcze jej izolacja, oczyszczenie, badania działania w organizmie oraz opracowanie bezpiecznej produkcji.

Kto pomógł przekształcić odkrycie Fleminga w terapię?

Kluczową rolę odegrali Howard Florey, Ernst Boris Chain i ich współpracownicy, którzy pracowali nad izolacją, oczyszczaniem i zastosowaniem penicyliny.

Czy penicylina działa na każdą infekcję?

Nie. Penicyliny działają na określone bakterie, natomiast antybiotyki nie leczą infekcji wirusowych. Część bakterii może być również niewrażliwa lub oporna na dany lek.

Źródła